Z życia zdeklarowanej singielki

„Z ŻYCIA ZDEKLAROWANEJ SINGIELKI”

Dwudziestopięcioletnia Iza pracuje w luksusowym salonie sukien ślubnych. Lubi swój zawód i jest nim dobra, ale straciła już nadzieję, że kiedyś stanie po drugiej stronie lady i wybierze strój na własne wesele. Wszystkie dotychczasowe związki Izy okazywały się fiaskiem, a jej ostatni kochanek, Karol, okrutnie ją wykorzystał.

Kłopoty Izy nie kończą się zresztą na nieudanym życiu miłosnym – kobieta ma złe relacje z matką, nie cierpi swojej szefowej i ze względu na brak pieniędzy nadal korzysta z pralki Frani. Do tego wszystkiego do mieszkania Izy wprowadza się siostra, która przyłapała męża na zdradzie. Siostra plus jej dwie nastoletnie córki. Cztery kobiety na czterdziestu metrach kwadratowych… czy w takiej sytuacji można w ogóle myśleć o nawiązaniu romantycznej relacji?

NATURALNA BOHATERKA

„Z życia zdeklarowanej singielki” to pełna ciepła opowieść o poszukiwaniu miłości, walce z przeciwnościami losu i konieczności zaakceptowania samej siebie. Najsilniejszą stroną książki jest zdecydowanie jej główna bohaterka, Iza. Iza to kobieta prawdziwa – ma wady i zalety, czasem wykazuje się odpowiedzialnością, a czasem jej kompletnym brakiem.

Iza zmaga się z wieloma trudnościami, pokonuje życiowe przeszkody, niekiedy popełnia błędy. Za sprawą naturalności Izy, czytelnik obdarza ją sympatią już od pierwszych stron i szczerze kibicuje staraniom kobiety. O Izie czyta się miło, przyjemnie, a dzięki temu lektura nie nuży.

NIEZWYKLE SZYBKIE ŻYCIE IZY

W książce widać jednak brak wprawnej pisarskiej ręki. Fabuła toczy się zdecydowanie zbyt szybko i mam wrażenie, że czasem autorka nie miała pomysłu na rozwinięcie wątków. Niektórym scenom brak spójnego połączenia, a liczne przeskoki czasowe wprowadzają delikatny zamęt.

Spośród kilku występujących w powieści postaci dobrze poznajemy tylko Izę, reszta została potraktowana po macoszemu. Zabrakło opisów bohaterów, wytłumaczenia ich motywacji, nakreślenia uczuć i emocji. Przez to wszystko książka wydaje się niepełna, niedopracowana. Małgorzacie Ciechanowskiej nie udało się wykorzystać potencjału, który tkwi w historii, a szkoda.

SYMPATYCZNA ODSKOCZNIA

Jeśli szukacie przyjemnej lektury na leniwe popołudnie, to „Z życia zdeklarowanej singielki” nie powinno Was rozczarować. Ta relaksująca powieść obyczajowa potrafi wywołać uśmiech na twarzy i dać kilka sympatycznie spędzonych godzin. Chociaż pióro pani Ciechanowskiej wymaga jeszcze trochę pracy, to finalnie wypadło całkiem całkiem. Nie można przez całe życie karmić się literaturą z najwyższych półek, a „Z życia zdeklarowanej singielki” to bardzo miła odskocznia. 🙂

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

8 komentarzy

  1. Tytuł mnie zainteresował (chociaż singielką nie jestem), ale po przeczytaniu informacji, że autorce brak wprawy to chyba jednak się nie zdecyduję na książkę. Dla mnie wartsztat pisarski autora to połowa sukcesu książki – jeśli ktoś nie potrafi pisać i nie ma w swoim poczcie sprawnego redaktora, który pomoże, to niestety, u mnie nie przejdzie 😉

    1. To nie tak, że autorka nie potrafi pisać. Brak jej po prostu wprawy. „Z życia zdeklarowanej singielki” jest chyba debiutem pani Ciechanowskiej i to najzwyczajniej w świecie widać. 😉

  2. Dziękuję. Dziękuję, że wreszcie ktoś napisał szczerze, że cholernie szybko tam wszystko zapieprza – za przeproszeniem oczywiście. Sama miałam takie wrażenie, czy ja tej Izce nie włączyłam stopera zamiast ustawić zwykły zegar? Ale szlifuję, i jeszcze raz szlifuję – żeby ta następna książka nie powielała tego i innych błędów.

    1. Skoro ma Pani tak zdrowe podejście do krytyki, to na pewno kolejna powieść uniknie błędów. 🙂 Życzę powiedzenia w pisaniu i bardzo chętnie sięgnę po Pani następne tytuły. 🙂

  3. Chętnie przeczytam tę książkę, jak tylko ją spotkam. Historia wydaje się ciekawa, a to, że są pewne niedociągnięcia w ogóle mi nie przeszkadza. To jest właśnie urok debiutów. I super!

    1. Powiem Ci, że im więcej debiutów czytam, tym bardziej jestem zaskoczona poziomem początkujących pisarzy. Wysokim poziomem. Zdaje się, że każdy próbuje wcześniej „odrobić lekcję” i czegoś się nauczyć, zamiast natychmiast łapać za pióro. Bardzo mi się to podoba. 😀

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *