Z notesu

Z NOTESU #8: KUNDEL BURY

Do tej pory cykl „Z notesu” opierał się na mojej twórczości „rymowanej”, jednak fraszki i wierszyki to nie jedyna działalność literacka, jaką uskuteczniam 😉 Dziś zapraszam Was na krótkie opowiadanie, które wysłałam kiedyś na konkurs literacki (nie zdobyło żadnej nagrody), a przypomniałam sobie o nim po lekturze książki „Był sobie pies”. Bohaterem mojej historii także jest merdający przyjaciel, który… zresztą, zobaczcie sami! 🙂

„KUNDEL BURY”

Wokół Burego zrobiło się zdecydowanie zbyt ciepło. Bezdomny kundel pamiętał, że przez wyrwy w dachu osiedlowego śmietnika, gdzie znalazł nocne schronienie, przedzierał się przejmujący wiatr. Wtuliwszy się pomiędzy kontenery można było wytrzymać chłód, do którego zresztą Bury był przyzwyczajony. Trafiały mu się już gorsze warunki.

Teraz jednak zimno gdzieś zniknęło, a zastępujący je ciepły powiew przyjemnie muskał sierść Burego. Zniknął także ponury śmietnik i towarzyszący mu charakterystyczny zapach odpadków. Pod poduszkami łap Bury wyczuwał miękką trawę i drobne grudki piachu. Aromat polnych kwiatów wdarł się w nozdrza psiaka, powodując gwałtowne kichnięcie. Nieco zdezorientowany, ale również zaciekawiony, Bury otworzył oczy.

Nie znał miejsca, a którym się znajdował, ale od razu go ono zachwyciło. Wydawało się bardzo duże, wręcz nieskończone. Zieleniąca się wszędzie roślinność uspakajała Burego, a błękitne niebo, upstrzone pierzastymi chmurkami, przyciągało wzrok zwierzaka niczym magnes. W oddali, gdzieś na granicy uroczego zakątka, rysowała się kolorowa tęcza. Pięknie tu było.

Niespodziewanie dla samego siebie, Bury poczuł przemożną chęć dotarcia do tęczy. Chude łapki psiaka ruszyły powoli, ochoczo stąpając po aksamitnej trawie. Był już bardzo blisko, coraz bliżej, kiedy nagle do jego uszu dobiegła znana melodia, nie słyszana już od lat.

Razem ze mną kundel bury
Penetruje wszystkie dziury.
Kundel bury, kundel bury,
Kundel bury fajny pies!

Wyliniały ogon zaczął merdać tak, jak od dawna nie merdał, a pysk Burego otworzył się w szerokim uśmiechu. Przy tęczy stał człowiek, ale nie byle jaki człowiek, tylko ten wyjątkowy – Pan Burego. Pan, który kiedyś łagodnie głaskał go po łebku i który często śpiewał mu piosenkę o burym kundlu. Pan, który pewnego dnia odszedł nie wiadomo gdzie, a Bury mimo usilnych prób nie potrafił go odnaleźć.

Rozradowany psiak biegł w stronę Pana jak szalony, nie zwracając uwagi na zmęczenie. Pan uśmiechał się serdecznie i rozłożył ręce w geście powitania. Bury skoczył w ramiona swojego właściciela i zaczął lizać go po twarzy. Był bardzo szczęśliwy.

– Teraz już się nie rozstaniemy, wiesz? – powiedział Pan Burego, a zwierzak potwierdził to krótkim szczeknięciem. Nie wiedział dlaczego, ale miał pewność, że tym razem Pan go nie opuści.

Tęcza zamigotała delikatnie, gdy Bury i jego Pan postawili na niej pierwszy krok. Nie czując strachu, szli pewnie przed siebie, tam gdzie nie mogło ich już spotkać nic złego – na drugą stronę tęczy.


Jak Wam się podobało? Chcecie więcej podobnych opowiadań? Mam nadzieję, że Waszą szczerą opinię poznam w komentarzach. 🙂

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *