Z notesu

Z NOTESU #3: BABA – JĘDZA

Część moich znajomych pewnie kojarzy już ten wierszyk. To chyba jedna z moich ulubionych prac własnych – tak nieskromnie mówiąc. 😉 Ciekawa jestem, czy Wam też się spodoba.

Baba – Jędza

Baba – Jędza dręczy Męża:
– Coś się Mąż nie nadwyręża!
Dookoła bieda, nędza! –
Wciąż narzeka Baba – Jędza.

Baba – Jędza Męża męczy:
– Muszę pozbyć się obręczy
Złotej, co mnie gniecie w palec!
To małżeństwo to zakalec!

Jędza znów pretensje zgłasza:
– Zachowujesz się jak basza!
Do roboty bierz się, prędzej! –
Dyryguje Jędza Mężem.

Tę karczemną awanturę
Nagle kończy Jędza, której
Brakło czasu na dyskusje;
Trzeba dziś ulepić ruskie,
Pozamiatać, zetrzeć kurze,
Spać? To chyba nie najdłużej…
Psa nakarmić, w lekcjach pomóc,
Pielić ogród wokół domu,
Zrobić pranie, wstawić rosół,
A rozdwoić się nie sposób!

Mąż w tym czasie – daję słowo
Czytał prasę kolorową,
Kupił piwo w supersamie,
Potem usiadł na tapczanie.
Złożył głowę na poduszkę
I otworzył pierwszą puszkę.
Trochę drapał się po brzuchu,
Grzebał palcem w lewym uchu.
Przed obiadem, tak nie w porę,
Zasnął przed telewizorem.

Proszę Was panowie, panie –
Odpowiedzcie na pytanie,
Które ta historia kryła:
Czy ta Baba Jędzą była?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *