„TRZY RAZY MIŁOŚĆ” – DIANA PALMER

Nietrudno się chyba domyślić, że „Trzy razy miłość” to romans. A właściwie trzy romanse, rozgrywające się w miasteczku Jacobsville w Teksasie. Tom Walker, Drew Morris i Jobe Dodd chcieliby poznać smak miłości i życia rodzinnego. Nie mają jednak na to większych nadziei – Tom został psychicznie okaleczony przez chorego ojca, Drew nie potrafi zapomnieć o zmarłej przed laty żonie, a Jobe jest zbyt zarozumiały, aby spodziewać się po nim romantycznych zamiarów.

Wkrótce jednak na drodze mężczyzn staną trzy kobiety, które zmienią ich spojrzenie na świat. I zmienią ich samych. Po pierwszych paru stronach książki wiedziałam już z czym mam do czynienia – banał, ale bardzo sympatyczny.

MIŁOŚĆ O PRĘDKOŚCI BŁYSKAWICY

Książka autorstwa Diany Palmer podzielona jest na trzy odrębne opowiadania. Średnio lubię taką formę powieści, gdyż przedstawiane historie zazwyczaj nie mają czasu się rozwinąć i ta zasada sprawdziła się w przypadku „Trzy razy miłość”. Akcja książki toczy się zdecydowanie zbyt szybko – nie mamy kiedy wciągnąć się w opowieść, nie mamy kiedy dobrze poznać bohaterów i nie mamy kiedy zrozumieć ich motywacji.

Wątki miłosne rozwiązują się momentalnie i tak prosto, że właściwie od pierwszych kart wiemy, kto zapała do kogo głębszym uczuciem. W powieści brak komplikacji, realnych trudności i barier do pokonania. To znaczy, niby są, ale określiłabym je raczej jako barierki – takie, które można swobodnie przejść, a nie przeskoczyć.

Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla „Trzy razy miłość” byłoby połączenie trzech opowiadań w jedną przeplatającą się historię. Jest ku temu okazja – bohaterowie żyją przecież w tym samym mieście i znają się nawzajem. Wymagałoby to jednak większego zaangażowania od pisarza, lepiej skonstruowanych wątków, a mam wrażenie, że Diana Palmer poszła drogą na skróty. Szkoda, bo jej pióro rokuje. I ma możliwość stworzyć piękną i głęboką opowieść.

Nie zaprzeczam jednak, że książkę czytało się przyjemnie. Szybko, sprawnie, może bez większych emocji, ale całkiem sympatycznie. Od początku pogodziłam się z faktem, że mam przed sobą lekką, nieco naciąganą historyjkę o miłości w najprostszej formie i na polu takich powieści „Trzy razy miłość” wypada całkiem całkiem. Porusza oklepane tematy, nie wnosi do gatunku nic nowego, ale powielanie schematów wychodzi w niej nieźle. Ani wzrusza, ani smuci, ani bawi, daje natomiast chwilową rozrywkę – niewymagającą przesadnego zaangażowania, nieskomplikowaną i niezbyt ambitną, w dalszym ciągu jednak rozrywkę.

LEKKO, ŁATWO I PRZYJEMNIE

Książka lekka, łatwa i przyjemna – to chyba najlepsze określenie dla „Trzy razy miłość”. Nic specjalnego, nic oryginalnego, nic, co pozostanie w pamięci na dłużej. Na luźne, leniwe wieczory, kiedy nie chcecie przesadnie obciążać swojego umysłu, albo na poranną podróż autobusem, kiedy nie ma chęci ani czasu na głębokie historie. I właśnie na takie okazje mogę Wam „Trzy razy miłość” polecić. 🙂

2 komentarze

  1. Przyznam ze czasami mam ochote na tego typu poweisci wiec bym siegnela by sie odprezyc 😀 cieakwe uwagi dalas zwlaszcza to by poalczyc w jedno. masz racje mogloby byc lepiej 😀 pozdrawiam!

    1. Czasem trzeba sięgnąć po coś mniej ambitnego, dla zwykłego relaksu i odprężania umysłu. 🙂 Ta powieść znakomicie się do tego nadaje. 🙂

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką. *