Religia nie ma uczuć

„RELIGIA NIE MA UCZUĆ”

Religia jest potrzebna człowiekowi. Podświadomie pragniemy wierzyć, że nasze życie to nie tylko szereg przypadków, że gdzieś w górze jest ktoś, kto się nami opiekuje, kto kocha nas bezwarunkowo. Ktoś, do kogo możemy zwrócić się z prośbą o pomoc, kto dba o nasze interesy. Dodatkowo religia jako zbiór praw, nakazów i zakazów często powstrzymuje nas przed złymi uczynkami lepiej niż kodeks karny. Można nie bać się grzywny, można nie bać się więzienia, ale perspektywa wiecznego potępienia działa na umysł bardziej obrazowo.

Zdarza się jednak, że to właśnie wiara popycha człowieka do popełnienia przestępstwa. Wszyscy słyszeliśmy o zbrodniach dużego kalibru – święte wojny, inkwizycja – ale wśród zwolenników każdego wyznania codziennie dochodzi do „drobnych” przestępstw, które potrafią zrujnować życie drugiego człowieka. Przestępstw będących wynikiem opatrznego rozumienia boskich zasad. O takich właśnie przestępstwach pisze Marcin Holdenmajer w książce „Religia nie ma uczuć”.

PRAWDZIWE OBLICZE WIARY

„Religia nie ma uczuć” podzielona jest na dwanaście opowiadań. W każdym z nich poznajemy grzechy, których dopuszczają się fanatyczni wyznawcy danego systemu religijnego. Pedofilia wśród katolickich księży. Skrajna dyskryminacja kobiet wśród islamistów. Całkowita indoktrynacja wśród Świadków Jehowy. Marcin Holdenmajer nikogo nie oszczędza. Nikogo nie wybiela. Nikogo nie usprawiedliwia. Pokazuje fanatyzm religijny takim, jaki on jest.

A jest przerażający. Potworny. Okrutny i nieludzki. Jest także ślepy i bezczelny, bo usprawiedliwia swoje działania troską o innych ludzi. Troską, która objawia się brakiem zrozumienia, ostracyzmem, niszczeniem poczucia godności. Objawia się ukamienowaniem niewinnej kobiety. Podpaleniem lokalu, w którym ludzie mogą rozwijać swoje pasje. Biciem i zastraszaniem „źle” zakochanej dziewczyny. Historie przedstawione w książce są zatrważające. Wywołują w czytelniku natychmiastowy sprzeciw, chęć postawienia się i zmiany. Tyle tylko, że dopóki fanatycy tkwią przy swojej wypaczonej wizji świata, żadna zmiana nie jest możliwa.

Religia nie ma uczuć

RELIGII BARDZO WIELKA WINA?

O ile wydarzenia prezentowane w książce pana Holdenmajera zasługują na to, aby dojść do głosu i pokazać prawdę, o tyle nie podoba mi się obwinianie o nie religii jako takiej. Nie można mieć pretensji do psa o to, że jest psem i tak samo nie można winić wiary za to, że jest wiarą. Żaden system wierzeń nie jest z założenia zły i żaden nie nastawia się na krzywdzenie innych. Wręcz przeciwnie, religia z reguły zakłada czynienie dobra i w takim celu została stworzona.

To ludzie zdeformowali zasady, to ludzie dają sobie prawo do dowolnego interpretowania reguł. To ludzie dopuszczają się tych wszystkich czynów, nie religia. Marcin Holdemajer na każdym kroku zaznacza jednak, że to właśnie religia pozwoliła im na tak okrutne działania. A to przecież nie jest wina wyznania samego w sobie. To nie wina bezcielesnego systemu wierzeń. To wina człowieka, który źle ten system rozumie.

NIEŁATWA, NIELEKKA

„Religia nie ma uczuć” to książka mocna, trudna. Książka, której nie czyta się jednym tchem, bo nie łatwo jest przyswoić wszystkie makabryczne sytuacje. To jednak również książka prawdziwa. Bierze na celownik każde wyznanie i żadnego nie oszczędza. Nie w niej miejsca na osobiste sympatie i wierzenia. Marcin Holdenmajer doskonale wie, że każda religia ma na sumieniu własne grzechy i pokazuje nam to, abyśmy również mieli tego świadomość.

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

Religia nie ma uczuć

4 komentarze

  1. Powiem tak: bardzo pięknie napisana recenzja! Ciekawie, z polotem, gratuluję. I masz rację – nie można winić wiary za to, że jest wiarą. Kiedyś każda miała swoje zasady, które potem zostały przez ludzi wypaczone. Sam kościół katolicki to zbiór zasad wymyślonych przez człowieka, nie przez Boga

    1. Dziękuję za miłe słowa. :* W tym właśnie sęk – to ludzie ustanawiają własne reguły, a potem za niepowodzenia winią Boga.

  2. Nie czytałam jeszcze tej książki, ale bardzo bym chciała. Uważam jednak, że dużo masz racji mówiąc, że religia sama w sobie nie jest winna temu, w jaki sposób jest interpretowana. Fanatyzm nigdy jeszcze nie przyniósł dobrych skutków.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *