Pola księżycowe

„POLA KSIĘŻYCOWE” – JAN DROŻDŻ

Rafael studiuje na na sekretnym europejskim Uniwersytecie, który zrzesza studentów wyznających doktrynę rewolucji. Pewnego dnia, tuż przed rozpoczęciem letnich wakacji, niezrównoważona Kersten werbuje Rafaela do ekskluzywnego Bractwa Sprawiedliwych, przyjmującego w swe szeregi jedynie garstkę słuchaczy Uniwersytetu. Rafael, wraz z innymi nowicjuszami, rozpoczyna żmudne szkolenie. Niełatwo przystosować mu się do zasad rządzących bractwem, a wszystko jeszcze bardziej komplikuje tajemnicza śmierć jego brata.

JAK ZANUDZIĆ SIĘ NA ŚMIERĆ

„Pola księżycowe” otwiera długi na ponad 30 stron i potwornie nudny opis Uniwersytetu. Zero akcji, zero dialagów, zero wprowadzenia do głównego tematu powieści, po prostu masa zbitego tekstu. Ściana złożona z liter, która w żaden sposób nie zachęca do zagłębiania się w treść książki. Niewiele brakowało, abym się poddała i sięgnęła po inną lekturę, ale postanowiłam, że wytrwam. Że dam powieści szansę, bo może czymś pozytywnym mnie zaskoczy. Nie była to najlepsza decyzja.

Pola księżycowe

POPISY PRZED CZYTELNIKIEM

Przydługie i skomplikowane opisy wypełniają niemal całą książkę. W głównej mierze są to przemyślenia Rafaela – jego rozterki, rozważania, emocje. Jan Drożdż ubrał myśli bohatera w wyszukane wyrazy, świadczące co prawda o bogatym słownictwie autora powieści, ale składające się w zdania o takim natężeniu pompatyczności, że przy niektórych uśmiechałam się pod nosem.

Nie rozumiem do czego były potrzebne te udziwnienia. Chyba tylko do skołowania czytelnika, bo nie dość, że trudno zrozumieć wszystkie złożone wyrażenia, to jeszcze niczego one nie tłumaczą. W efekcie z lektury „Pól księżycowych” nie wyniosłam prawie nic. No i te nagminnie używane nawiasy, występujące w prawie każdym zdaniu. Zapytam ponownie – po co?

MIAŁO BYĆ AMBITNIE, ALE NIE WYSZŁO

„Pola księżycowe” to lektura dziwna, na siłę egzaltowana, starająca się być czymś, czym nie jest. Moim zdaniem to zwyczajny przerost formy nad treścią, nieudana próba stworzenia wielkiej literatury. Oczywiście możliwe, że to ja jako laik gatunku niczego nie zrozumiałam, ale… no nie wiem.

Nie polecam rozpoczynającym przygodę z fantasy (tytuł Was zniechęci), a czy spodoba się fanom fantastyki nie mam pojęcia. Być może wytrawnych znawców gatunku wzruszy i oczaruje. Może ich zafascynuje. Nie sądzę, ale wszystko się może zdarzyć.

ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ AUTOROWI ORAZ

8 komentarzy

  1. nareszcie cos szczerego 😀 Tak walsnie sadze i nie zmienei zdania tylko szkoda ze sobie popsulas fantasy na dlugo 🙁

  2. Co prawda nie moje klimaty,bo preferuję sensacyjne i kryminały,no i może przygodowe,ale muszę ci przyznać,że potrafisz w fajnym stylu streszczać książki. Pozdrawiam cię serdecznie a Kropka dziękuje za komplement 🙂

    1. Jeśli lubisz kryminały, to z nowości polecam Ci „Tożsamość zbrodni” Damiana Jackowiaka. Recenzję znajdziesz na blogu. 🙂

  3. Bardzo szczera recenzja i bradzo dobrze! Przyznam, że już same te nawiasy wyprowadziłyby mnie z równowagi. Szkoda, że żaden redaktor nie zasugerował autorowi pozbycia się tej maniery.

    1. Przy tych nawiasach co chwila myślałam, że się poddam i nie doczytam. Bardzo drażniący zabieg.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *