Na linii świata

„NA LINII ŚWIATA” – MANUELA GRETKOWSKA

Natasza, studentka psychologii, zarabia na życie prowadzeniem czata erotycznego. Jednym z klientów dziewczyny jest Tom, amerykański naukowiec. Rozmowy z Tomem różnią się od spotkań z innymi mężczyznami, bowiem Amerykanin zdaje się interesować bardziej umysłem niż ciałem Nataszy.

Pewnego dnia Tom proponuje Nataszy pracę w charakterze opiekunki dla jego autystycznego syna, Ethana. Dziewczyna wyjeżdża do USA, by zająć się chorym dzieckiem, a Tom w tym czasie w pełni skupia się na badaniach naukowych, które prowadzi. Odkrycia mężczyzny wywołają lawinę niewytłumaczalnych zdarzeń i zagrożą istnieniu ludzkości.

GDY NAUKA ZACZNIE NAS WYPRZEDZAĆ

Ludzie postawili sobie za cel ciągły rozwój nauki i osiągnięcie osobliwości technologicznej. Postęp techniki jest potrzebny, ale może też nieść ze sobą zagrożenia. Mówiły o tym siostry Wachowskie w kultowym „Matrixie”, mówiła „Transcendencja” z Johnnym Deepem. Różne były wizje naukowej dystopii, jednak wszystkie sprowadzały się do tego samego – tworząc inteligencję potężniejszą od ludzkiej, człowiek wydaje na siebie wyrok zagłady.

Powieść „Na linii świata” przenosi czytelnika w mikroskopijny świat kwantów. Świat, który rządzi się własnymi zasadami i przeczy wszelkim prawom fizyki. Świat, który choć tak mały, jest znacznie potężniejszy od ludzkiego umysłu i może zapanować nad naszą rzeczywistością. Trzeba przyznać, że Manuela Gretkowska  temat fizyki kwantowej zbadała bardzo dogłębnie. Podawane przez pisarkę dane i wyjaśnienia pokrywają się z faktyczną nauką i dają obraz teoretycznie realnej zagłady. Teoretycznie, bowiem w książkową wizję pani Gretkowskiej jakoś trudno jest uwierzyć.

Na linii świata

POMIESZANIE Z POPLĄTANIEM

Literatura science fiction wymaga nie tylko zgodności z nauką, ale również odpowiedniego wytłumaczenia. Tego w powieści pani Gretkowskiej zabrakło. Książka od samego początku przyjmuje kształt psychodeliczny i jest tak zagmatwana, że trudno zrozumieć o co właściwie autorce chodziło. Zamiast zaangażować się w losy bohaterów, co chwila cofałam się o parę stron, aby wyłapać sens historii. Na dłuższą metę staje się to męczące i zupełnie nie zachęca do dalszego czytania.

Do czytania nie zachęcają także sami bohaterowie, sportretowani dość specyficznie i w sposób nie wzbudzający sympatii. Beznamiętna i bliska prostytuowania się Natasza, która nie wiadomo po co pojawiła się w domu Toma. Tom, kompletnie wyzuty z emocji, nie potrafiący pokochać swojego dziecka. Obarczone chorobą dziecko, nie odrywające żadnej konkretnej roli w powieści. Plus kilka innych postaci, równie udziwnionych i nie dających się lubić.

I PO CO TAK KOMPLIKOWAĆ?

Zagrożenie czyhające na ludzkość ze strony wciąż udoskonalanych sztucznych inteligencji wydaje się coraz bardziej realne i warto mieć jego świadomość. Takie tematy należy jednak poruszać w sposób przystępny. Szczególnie w beletrystyce, która skierowana jest do zwykłego czytelnika, a nie do naukowca.

„Na linii świata” to powieść z ciekawym pomysłem i ciężkim w odbiorze wykonaniem. Fizyka kwantowa i związana z nią katastroficzna wizja pani Gretkowskiej jest interesująca, jednak niepotrzebnie skomplikowana niejasnością fabuły. Oczywiście można bronić książki argumentem, że jest ona skierowana do nieprzeciętnego czytelnika. Można. Tyle tylko, że przeciętny czy nie, czytelnik powinien odczuwać radość z lektury, a tej w powieści „Na linii świata” nie odnalazłam.

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *