„NA DRODZE PRAWDY” – AGNIESZKA BORYS

Marek jest prawdziwym księdzem z powołania. Pragnie pomagać ludziom, szerzyć wiarę oraz przyciągnąć więcej wiernych do kościoła. Pragnie również głosić kazania o pedofilii wśród kleru, ale spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem proboszcza i innych wikariuszy. Pomimo różnicy zdań i drobnych utarczek, przechodzący na emeryturę proboszcz mianuje Marka na swojego następcę.

Marek, jako nowy zwierzchnik parafii, podejmuje się wielu ważnych inicjatyw – otwiera świetlicę dla dzieci, przygotowuje świąteczne paczki dla najuboższych i cały czas zachęca księży do wygłaszania kontrowersyjnych kazań na temat pedofilii w Kościele. Zajęty pracą i swoją działalnością Marek nie dostrzega, że to, z czym tak żarliwie chce walczyć, ma tuż pod nosem.

ODWAŻNA KONTROWERSJA

Pedofilia wśród księży to w polskim Kościele temat niechciany, temat tabu. Co jakiś czas do wiernych docierają informacje o aktach przemocy i chorych zwyrodnień, jednak sam Kościół z reguły milczy. Kary nakładane na wypaczonych duszpasterzy najczęściej polegają na przeniesieniu do innej parafii, a sprawy zamiata się pod dywan.

Oczywiście nie można mierzyć wszystkich jedną miarą i warto pamiętać, że nie każdy ksiądz to pedofil, ale zdecydowana reakcja i rozmowy na ten temat są potrzebne. Agnieszka Borys, sięgając po tak problematyczne i kontrowersyjne kwestie, wykazała się dużą odwagą i za to należy jej się szacunek.

Na drodze prawdy

NIE WSZYSTKO SIĘ UDAŁO

Niestety, mimo poruszającej fabuły „Na drodze prawdy” nie jest książką do końca udaną. Po pierwsze – akcja powieści pędzi zdecydowanie zbyt szybko. Przeskoki czasowe i intensywne dialogi to raczej cechy thrillera czy kryminału, a przecież „Na drodze prawdy” to pozycja obyczajowa. Zabrakło w niej opisów, nakreślenia czasu i miejsca akcji oraz rozbudowania wątków. Treść nie dostała szansy swobodnego wzrostu i w pewnych aspektach pozostawia czytelnika w nieświadomości.

Po drugie bohaterowie naszkicowani są bardzo pobieżnie, jednowymiarowo. Prezentują ukierunkowany już punkt widzenia i rzadko kiedy dopadają ich rozterki. A nawet jeśli, to momentalnie się one rozwiązują. Poza tym skąpa ilość informacji o postaciach nie pozwala dobrze ich poznać, nie pozwala zrozumieć ich dążeń i motywacji. Czytelnik nie ma również wiedzy o tak podstawowych sprawach jak wygląd bohaterów.

NIE JEST ŹLE!

Nie wiem, czy „Na drodze prawdy” jest literackim debiutem Agnieszki Borys, ale jeśli tak, to mimo wszystkich potknięć wyszło całkiem całkiem. Sporo elementów wymaga poprawy i dopracowania, jednak trudna i potrzebna tematyka łagodzi niedociągnięcia. Widać, że pióro pani Borys rokuje i z czasem możemy się spodziewać nowej poczytnej autorki na polskim rynku wydawniczym. Jeżeli szukacie książki odważnej i dość kontrowersyjnej, to „Na drodze prawdy” będzie dobrym wyborem. 🙂

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

Novae Res

4 komentarze

  1. Temat bardzo trudny i rzeczywiście zamiatany pod dywan wszędzie – nie tylko w Polsce. Przerażające, że jedyną karą dla księdza-pedofila jest przeniesienie do innego miejsca. Powinni go wywalić na zbity pysk! (sorry za słownictwo, ale nic innego nie jest adekwatne do sensu mojej wypowiedzi) Ofiara, oczywiście, sama sobie musi radzić z wyrządzoną jej krzywdą… Kler powinien w takich przypadkach płacić za opiekę psychologiczną zranionego dziecka.
    Ja czaję się na inną książkę dotyczącą pedofilii w Kościele „Spotlight. Zdrada”. W końcu ją przeczytam, ale muszę się chyba do tej lektury mocno przygotować psychicznie 🙂 Po „Na drodze prawdy” też pewnie sięgnę.

  2. O jej, miałam na tę powieść niezwykłą ochotę ze względu na fabułę. Po przeczytaniu recenzji, jeszcze się nad tym zastanowię, ale być może mi by się spodobała.

    1. Myślę, że skoro zainteresowała Cię fabuła, to powinnaś po nią sięgnąć. 🙂 Książka nie jest zła, tylko troszkę niedopracowana. Po prostu widać, że to debiut, ale całkiem udany. 🙂

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką. *