List z przeszłości

„LIST Z PRZESZŁOŚCI” – MAIRI WILSON

Lexy Shaw przeżywa trudne chwile. W krótkim odstępie czasu zmarła jej mama oraz przyszywana babcia, a Lexy nie pozostała już żadna rodzina. Przy załatwianiu spraw spadkowych kobieta znajduje tajemniczy list, który sugeruje, że ma żyjących krewnych w Afryce. Lexy postanawia więc wybrać się do Malawi, aby rozwiązać rodzinny sekret i odszukać swoich bliskich. Kobieta nie zdaje sobie sprawy, że swoimi pytaniami wplata się w kryminalną aferę i odkryje szokującą prawdę, trzymaną w tajemnicy przez trzy pokolenia.

Powieść „List z przeszłości” na pozór ma wszystkie elementy, które składają się na dobrą lekturę – modny obecnie motyw historii z przeszłości, rodzinną tajemnicę, dociekliwą bohaterkę, oryginalne miejsce akcji. Wydawać by się mogło, że skrywana przez dziesięciolecia zagadka, która wreszcie doczeka się swojego rozwiązania, to niezawodny przepis na sukces, ale tak się jednak nie stało. Dlaczego?

SPOKOJNIE, MAMY CZAS

To, co niewyjaśnione i niedopowiedziane z reguły wpływa na książkę pozytywnie. Kryjąca się na kartach zagadka zaciekawia czytelnika i zachęca do dalszej lektury. Pod warunkiem jednak, że sekret nie jest zbyt zagmatwany. W powieści pani Mairi Wilson poplątania i niejasności występują niestety zbyt masowo. Rzucane na lewo i prawo imiona bohaterów, o których właściwie nic nie wiadomo, pomieszanie teraźniejszości i przeszłości, pojedyncze informacje, które nijak do siebie nie pasują – to wszystko sprawia, że przez „List z przeszłości” brnie się trudno i z dużym poczuciem zagubienia. Książkowe tajemnice atakują na każdym polu, przyprawiając o zawrót głowy i wywołując ogromny chaos. Może byłoby to do przełknięcia przez – powiedzmy – 30 stron, ale utrzymywanie takiego stanu rzeczy do połowy lektury to stanowcza przesada.

Odkrywanie sekretów przychodzi z oporem przede wszystkim za sprawą głównej bohaterki, która niby bardzo chce się wszystkiego dowiedzieć, ale jakoś się z tym nie spieszy. Wyobraźcie sobie taką sytuację – aż się palicie do rozwiązania rodzinnej zagadki, jedziecie nawet na inny kontynent, aby dać upust swojej ciekawości, jednak mając w ręku dokumenty, które wiele rzeczy Wam wyjaśnią, ignorujecie je. I kiedy wreszcie zdecydujecie się do nich zajrzeć, to przeczytanie kliku listów i paru krótkich notatek zajmuje Wam jakiś tydzień, bo przecież macie czas. Poważnie – ktoś by tak postąpił? Ach tak, Lexy Shaw…

List z przeszłości

WSZYSTKO DLA SIEBIE

Lexy to zresztą kolejny element, który w powieści „List z przeszłości” się nie udał. Bohaterka jest płytka, nieciekawa i strasznie irytująca. Brakuje jej odpowiedzialności i delikatności, a przez większą część książki zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Lexy nie zawraca sobie głowy odebraniem urny z prochami swojej matki, potrafi nawrzeszczeć na przygotowującą się do operacji staruszkę, aby ta wyjawiła jej kilka informacji, a byłego narzeczonego traktuje jak chłopca na posyłki, po czym nie odpowiada na jego telefony i wiadomości. Lexy wyraźnie nie przykładała się na lekcjach dobrego wychowania, za to osiągnęła całkiem wysokie wyniki w egoizmie.

A skoro już o egoizmie mowa… Ta brzydka cecha charakteru objawia się niemal u wszystkich bohaterów. Cała trzypokoleniowa tajemnica, usprawiedliwiona magicznymi słowami „dobro dziecka”, jest tak naprawdę wynikiem samolubstwa i troski o własne interesy. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale czy wyobrażacie sobie pozbawianie dziecka rodziców, nazwiska i tożsamości w imię jego dobra? A kilkorga dzieci? No właśnie… Pomysł na intrygę być może sprawdziłby się w historii o wyrodnej matce, ale pani Wilson kreuje swoje bohaterki na kobiety ciepłe i kochające. A w takim wypadku wielka rodzina zagadka zwyczajnie nie trzyma się kupy i po prostu denerwuje.

SZKODA, ŻE TAK WYSZŁO

„List z przeszłości” zapowiadał się jako wzruszająca opowieść o poszukiwaniu korzeniu, połączona z intrygującym wątkiem detektywistycznym. Niestety, na zapowiedziach się skończyło, a książka bardzo mnie rozczarowała. Samolubni bohaterowie, zagmatwana fabuła i dość absurdalna intryga popsuły mi radość z czytania i uczyniły lekturę irytującą.

Zastanawiam się, komu ta powieść mogłaby się spodobać i trudno mi to określić. Być może czytelnikom, którym nie przeszkadzają egoistyczne decyzje postaci albo tym, którzy lubią zagadki balansujące na granicy realizmu. „List z przeszłości” na pewno znajdzie swoich zwolenników, jednak ja, pomimo całej początkowej przychylności, polecić tej książki nie mogę. 🙁

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

3 komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *