„JAK BŁYSKAWICA” – FRANCIS DURBRIDGE

Diana Stewart naprawdę kochała swojego męża, Geoffrey’a – ale to było kiedyś. Teraz marzy tylko o tym, żeby się go pozbyć, jednak zasobny portfel małżonka wyklucza rozwód. Diana, wraz ze swoim kochankiem, Markiem Paxtonem, postanawia usunąć pana Stewarta w inny sposób – zabić go. Wszystko zdaje się toczyć po myśli pary, dopóki rzekomo zmarły Geoffrey nie dzwoni do żony. I brzmi całkiem żywo.

PRAWDZIWIE CZARNY KRYMINAŁ

„Jak błyskawica” spełnia wszystkie warunki dobrego czarnego kryminału. Mamy tu niewielkie, ciche miasteczko, wstrząśnięte tajemniczą śmiercią. Mamy podupadające sklepiki i miejscowy bar. Mamy wille i posiadłości bogaczy. Mamy piękną femme fatale i skomplikowaną intrygę. Wreszcie, mamy przenikliwego detektywa, który – jak stwierdza jeden z bohaterów książki – „(…) sprawia wrażenie, że do trzech nie potrafi zliczyć. Ale to tylko wrażenie.” 

Rzeczywiście – detektyw inspektor John Clay jest bardzo spostrzegawczym policjantem. W mig wyłapuje kłamstwa i mataczenia, potrafi sprawnie łączyć fakty i wyciągać zaskakujące wnioski ze szczegółów. Jeszcze przed popełnieniem zbrodni wyczuwał dziwne napięcie, kryjące się pod sielankowym obrazkiem miasteczka. Jego cierpliwość i opanowanie, połączone z całkowitym oddaniem pracy sprawiają, że żaden przestępca nie ma z nim szans.

Jak błyskawica

Diana i Mark, chociaż też „nie w ciemię bici” i dobrze przygotowani do morderstwa, czują ze strony Clay’a poważne zagrożenie. Pochłonięci ukrywaniem prawdy nie spodziewają się nawet, że największe niespodzianki sprawi im sam Geoffrey Stewart. Jego charakterystyczny głos w słuchawce telefonu, jego zaskakujące polecenia i działania powzięte na miesiąc przed zdarzeniem bardzo skomplikują perfekcyjny plan kochanków.

Zaskoczony jest także sam czytelnik, który odkrywa, że to, co od początku śmierdziało Clay’owi jak „zdechły szczur pod podłogą posiadłości milionera”  nie zahacza tylko o Dianę i Marka, ale obejmuje również ich przyjaciół i znajomych. Nie wiadomo komu można ufać i na kim polegać, kto naprawdę coś wie, a kto tylko udaje. Intryga wikła się bardziej i bardziej, aż w końcu pewne jest tylko, że John Clay nie spocznie, dopóki nie ukarze wszystkich przestępców.

CZASEM MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ

Duży plus należy się autorowi za dobre skondensowanie treści. „Jak błyskawica” liczy jedynie 157 stron, a mimo to zmieściło się w niej kilka różnych wątków, wyraziści bohaterowie, trudna do przewidzenia zagadka i w miarę wyczerpujące wyjaśnienia. Piszę w miarę, bo jest jeden element, który się ich nie doczekał. Drobnostka, ale w powieściach tego gatunku nie lubię niedopowiedzeń.

Niemniej jednak Francis Durbridge udowadnia, że nie trzeba pisać rozwlekle, aby stworzyć dobrą, interesującą pozycję. Nie przedłuża książki na siłę, nie spowalnia akcji nudnawymi opisami. Durbridge zdecydował się na niezbędne minimum, które jednak maksymalnie wykorzystuje temat i okazuje się w zupełności wystarczające.

BLACK NA TAK!

Krótko mówiąc: „Jak błyskawica” to bardzo dobry kryminał. Kryminał i nic więcej – w powieści nie należy szukać ukrytych przesłań czy wątków skłaniających refleksji, bo nie z taką myślą została napisana. Będzie jednak świetną pozycją dla fanów czarnego kryminału, a pozostałych czytelników skusi wciągającą i nieoczywistą intrygą. Polecam na jesienne wieczory.

5 komentarzy

  1. O tym autorze jak i o książce jeszcze nie słyszałem z pewnej przyczyny – nie lubię czytać kryminałów. Na swojej półce mam może trzy, cztery i prawie każdy rozpoczęty, ale żaden mnie nie wciąga. Ten chyba też mnie nie wciągnie, ale recenzja jest bardzo dobra 🙂

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką. *