„HOTEL POD JEMIOŁĄ” – RICHARD PAUL EVANS

Początkująca pisarka Kimberly Rossi nie miała szczęścia w miłości. Dwukrotnie zerwane zaręczyny oraz nieudane małżeństwo sprawiły, że kobieta boi się angażować w kolejne związki. Nie utraciła jednak wiary w siłę miłości i to właśnie o tym płomiennym uczuciu ma być jej debiutancka powieść.

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia Kim wybiera się na warsztaty pisarskie w hotelu „Pod jemiołą”. Jako gość specjalny ma się tam pojawić E.T. Cowell, ulubiony pisarz kobiety. W hotelu Kimberly pozna także serdeczną i nieco zwariowaną Samanthę oraz tajemniczego Zeke’a, który szybko poruszy jej serce. Czy Kim da szansę tej miłości?

KOBIETA BEZ OSOBOWOŚCI

Powiem wprost – „Hotel Pod Jemiołą” to przyjemna w odbiorze, aczkolwiek nieskomplikowana historia miłosna, wykorzystująca standardowe schematy i niewyróżniająca się niczym szczególnym na tle innych powieści oscylujących wokół świąt Bożego Narodzenia. Richard Paul Evans daje czytelnikowi dokładnie to, czego oczekuje się od świąt – ciepło, radość, miłość oraz wewnętrzną przemianę bohaterów, która odmienia ich życie na lepsze. I chociaż o podobnych tematach czyta się w okresie bożonarodzeniowym dobrze (zresztą nie tylko bożonarodzeniowym), to „Hotel Pod Jemiołą” trudno nazwać powieścią oryginalną czy szczególnie chwytającą za serce.

Najsłabszym elementem książki jest z pewnością jej główna bohaterka – Kimberly Rossi. Pan Evans od pierwszych stron próbuje przekonać nas do tej postaci, przedstawiając smutną historię nieudanych związków Kim, ale z uwagi na charakter bohaterki ciężko jest zapałać do niej sympatią. Kimberly to kobieta bardzo niezdecydowana, słaba, nie potrafiąca korzystać z życia. Brakuje jej choćby drobnego pierwiastka odwagi czy przebojowości, a w związku z tym od postaci wieje nudą. Podczas lektury „Hotelu Pod Jemiołą” pojawiło się może kilka momentów, w których żywo zainteresowałam się dalszymi losami bohaterki. Przez większość czasu była mi zupełnie obojętna.

Hotel pod jemiołą

Co istotne przy całej swej „nieciekawości” Kimberly zdaje się mieć o sobie bardzo wysokie mniemanie. A może nawet nie tyle o sobie, co o swojej debiutanckiej powieści. Chociaż Kim wielokrotnie podkreśla, że nie jest pewna swojego talentu i dostała już kilka odmownych odpowiedzi od wydawców, to na negatywne opinie o książce reaguje bardzo emocjonalnie, a wręcz dziecinnie. Nie przyjmuje do siebie rozsądnych słów krytyki, tylko obraża się i ucieka, nie chcąc uwierzyć, że może faktycznie musi jeszcze popracować nad swoim piórem.

MĘŻCZYZNA RATUJĄCY POWIEŚĆ

Biorąc pod uwagę irytującą osobowość Kimberly, ciężko jest uwierzyć, że mogła rozkochać w sobie mężczyznę takiego jak Zeke. Ale kim tak w ogóle jest Zeke? Zeke to jeden z uczestników warsztatów w hotelu „Pod jemiołą” oraz mężczyzna będący ogólnym obiektem pożądania. Jeśli przymkniemy oko na jego wyidealizowany wygląd oraz pokaźny stan konta (bo przecież każdy interesujący facet musi być przystojny i bogaty, taaa), to otrzymamy dość ciekawego bohatera z przeszłością, o którym czyta się zdecydowanie lepiej niż o nudnej i marudnej Kim.

Dzięki Zeke’owi historia przedstawiona w „Hotelu Pod Jemiołą” nieco się ożywia i nabiera sympatyczniejszych barw. Zeke – w przeciwieństwie do Kimberly – jest osobą pogodną, żywiołową i optymistycznie nastawioną do świata. Mężczyzna posiada także pewne wady, ale dzięki temu staje się postacią przystępną, bardziej realną oraz taką, którą po prostu da się polubić. Z Zeke’em wiąże się również pewna tajemnica, ale jest ona tak przewidywalna, że trudno ją zaliczyć do grona prawdziwych sekretów. Niemniej jednak Zeke to zdecydowany plus „Hotelu Pod Jemiołą” i aż dziw bierze, że ten uprzejmy i przyjazny mężczyzna zwrócił uwagę na niemrawą Kim.

DLA FANÓW LEKKICH ROMASÓW

Nie mogę powiedzieć, że „Hotel Pod Jemiołą” to zła książka – w końcu czytało mi się ją szybko i całkiem sympatycznie. Jest to jednak na pewno powieść z gatunku tych „do zapomnienia”. Richard Paul Evans postawił na prostą fabułę, proste zakończenie i proste emocje, a w związku z tym w tytule nie znalazło się nic, co mogłoby na dłużej zakorzenić się w sercu czytelnika.

Czy to oznacza jednak, że po „Hotel Pod Jemiołą” nie warto sięgać? Nie. Dla wszystkich wielbicieli lekkich romansów będzie to przyjemna lektura na jedno popołudnie, a Ci, którzy szukają mniej wymagającej literackiej odskoczni, odnajdą ją właśnie w książce pana Evansa. Nie nastawiajcie się tylko na odkrywczą i wyjątkową opowieść, bo do tego gatunku „Hotelu Pod Jemiołą” zaliczyć niestety nie można.

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

2 komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *