Dziecko

„DZIECKO” – FIONA BARTON

Kiedy dziennikarka Kate Waters trafia na wzmiankę o niemowlęcym szkielecie odnalezionym na placu budowy, temat od razu ją zaciekawia. Ambitna reporterka widzi w nim szansę na dramatyczną historię obyczajową, która poruszy serca czytelników. Kate nie podejrzewa jednak, jak wiele dramatu i ludzkiego nieszczęścia kryje się za zwłokami noworodka i jak wiele osób zostało naznaczonych przez tę tragedię.

Zmarłe niemowlę łączy bowiem cienką, choć niezwykle mocną nicią życia kilku kobiet. Introwertycznej Emmy, która nie potrafi zostawić za sobą mrocznej przeszłości. Przepełnionej tęsknotą i cierpieniem Angeli, która ma tylko jedno pragnienie – odnaleźć swoje dziecko. A także egocentrycznej Jude, od której zaczęła się cała historia…

CO MOGŁO PÓJŚĆ NIE TAK?

Martwy noworodek – czy istnieje temat, który mógłby poruszać bardziej? Czy jakikolwiek inny przypadek okrucieństwa mógłby rozpalać w czytającym większą potrzebę wymierzenia kary zbrodniarzowi? Fiona Barton pokusiła się o fabułę trudną i delikatną, a jednocześnie wywołującą niezwykle silne emocje, przez co powieść „Dziecko” intryguje już samym opisem. I wszystko byłoby pięknie, gdyby tylko pani Barton potrafiła zainteresowanie czytelnika utrzymać. Ale tak się niestety nie dzieje…

O ile w charakterze dobrego thrillera leży dawkowanie informacji i stopniowe, acz sukcesywne wprowadzanie w przedstawioną historię, to nie należy z tym przesadzać. Kilka zdań za dużo i z emocjonującego dreszczowca, od którego nie sposób się oderwać, robi się rozciągnięta do granic możliwości obyczajówka, na którą po parunastu rozdziałach zupełnie traci się ochotę. I tak też stało się z powieścią „Dziecko”.

Dziecko

ZAGUBIONA INTRYGA

Mam wrażenie, że Fiona Braton pogubiła się w tym, co trzeba opisać, aby lepiej wprowadzić czytelnika do wykreowanego przez autora świata. Nakreślenie ram sytuacji, gesty wykonywane przez bohaterów, aby wydawali się bardziej realni – to wszystko jest książce potrzebne, ale nie w nadmiarze. „Dziecko” tymczasem przytłacza takimi drobnymi opisami sytuacji nieważnych i dla fabuły kompletnie nieistotnych. Przy okazji powieść gubi gdzieś swój główny wątek, tym samym tracąc na dynamizmie. A jak się już wyhamuje, to czasem ciężko jest rozpędzić się ponownie. „Dziecko” potrzebuje na to aż czterystu z pięciuset stron!

Dopiero po tym czasie w książce coś faktycznie zaczyna się dziać. Postacie działają z większą werwą, stają się ciekawsze i bardziej dociekliwe, a sama akcja rusza z kopyta i pędzi na łeb na szyję aż do zaskakującego finału. Bo ten rzeczywiście jest nieprzewidywalny i szokuje czytelnika. Szkoda tylko, że tak długo trzeba na niego czekać. Trochę za długo – stwierdzam. I pokuszę się nawet o opinię, że duża część czytających do niego nie dotrwa.

WIĘCEJ NIE ZNACZY LEPIEJ

Gdyby tak „Dziecko” autorstwa Fiony Barton ścieśnić do, powiedzmy, dwustu stron mniej, to wszystko byłoby w porządku. Odpowiednia dynamika fabuły, trafiona w punkt szybkość akcji i tyle samo wciągająca, co stopniowo odkrywająca swoje karty intryga. Fiona Barton powędrowała jednak w innym kierunku, przez co strzeliła sobie w stopę, czyniąc z tak interesującego pomysłu nudnawą dłużyznę.

Przez to, że powieść jest zwyczajnie przegadana, w moim odczuciu traci miano dreszczowca. Za mało tu emocji, a za dużo opisów, aby mówić o pełnowymiarowym thrillerze. Dramat obyczajowy z kryminalnymi elementami – o, to właśnie ten gatunek. Jeśli ktoś takowe lubi, to z „Dzieckiem” nie trafił najgorzej, jednak Ci, którzy liczyli na prawdziwy thriller psychologiczny prawdopodobnie poczują się zawiedzeni.

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

Dziecko

1 komentarz

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *