Czarne serce

„CZARNE SERCE” – NINA BOGUSZ

Dobiegający trzydziestki Dawid poznaje przypadkiem nieco starszą Ingę. Mężczyzna jest niezwykle zaintrygowany nową znajomą i stara się nią sobą zainteresować. Inga od początku zaznacza, że nie zamierza wchodzić w żadne romantyczne relacje, jednak Dawid wzbudza w niej duże zaufanie. Kobieta postanawia podzielić się z nim swoją życiową historią.

Kilka lat wcześniej Inga zakochała się w czarnoskórym Martinie. Przystojny mężczyzna szybko stał się elementem jej życia – para zamieszkała razem i rozpoczęła starania o dziecko. Martin miał pomysł na rozkręcenie własnego biznesu, a dzięki pomocy finansowej Ingi plan zaczął nabierać realnych kształtów. Pieniądze jednak przepadły… A potem kolejne i kolejne. Niepracujący Martin wymuszał na Indzie następne pożyczki, ta natomiast zaczęła podejrzewać, że nie jest jedyną kobietą w życiu swojego mężczyzny…

POZORY MOGĄ MYLIĆ

Powieść „Czarne serce” doskonale obrazuje, jak mylne mogą okazać się pozory. Już sam opis wydawcy zwodzi czytelnika na manowce, sugerując wielką międzykulturową miłość, która musi zmierzyć się z brakiem akceptacji społecznej (co wcale w powieści nie występuje). Oszukuje także początek książki, skonstruowany banalnie i przesadnie romantycznie, przez co do około pięćdziesiątej strony chęć dalszej lektury zmniejsza się z minuty na minutę. Za to kilka stron później akcja nabiera tempa, a pomysł autorki staje się jasny i widoczny. Książka zaczyna wciągać i od tytułu, który przed chwilą chciało się odłożyć na półkę, teraz nie można się oderwać.

„Czarne serce” to nie jest opowieść o braku tolerancji i rasizmie. „Czarne serce” to historia zakochanej kobiety, która w imię miłości daje się wodzić za nos i wierzy w kolejne kłamstwa partnera. Martin zwodzi Ingę dokładnie tak, jak Nina Bogusz zwiodła czytelnika na początku książki – czułymi słówkami, romantyzmem i ogromną dawką miłości. Kierująca się sercem Inga wycisza wszystkie swoje obawy, ignoruje niepokojące sygnały i brnie dalej w relację, która każdego dnia przynosi jej więcej szkody niż pożytku. Uczucia kobiety są jednak silniejsze od zdrowego rozsądku, a mistrzowska manipulacja Martina przez długi czas uniemożliwia Indze otrzeźwienie.

Czarne serce

DOBRZE ROZUMIANA TOLERANCJA

Przedstawienie czarnoskórego bohatera w złym świetle to w obecnych czasach zabieg dość ryzykowny. Już słyszę głosy, które zarzucają pani Bogusz rasizm i uprzedzenia. Ponownie jednak przypomnę – pozory mylą. W „Czarnym sercu” poznajemy postacie zarówno białe, jak i czarnoskóre, ale żadna z nich nie została oceniona przez pryzmat przynależności rasowej. Dla przykładu – były mąż Ingi (Polak) również nie popisał się jako mężczyzna i z pewnością nie zalicza się do bohaterów pozytywnych. Nina Bogusz nie przemyciła zatem w swej powieści niechęci do Afroamerykanów, a pokazała, że zło i wyrachowanie nie znają koloru skóry ani narodowości.

Bardzo wymowny jest już sam tytuł książki – „Czarne serce”. I właśnie o serce, czyli o wnętrze człowieka tu chodzi. To wnętrze Martina było ciemne i mroczne. Mężczyzna wyspecjalizował się w manipulowaniu kobietami, często używając swojego koloru skóry jako karty przetargowej. Zarzucał innym rasizm, aby osiągnąć swoje cele i każdorazowo stawiał się w roli ofiary. Wykorzystywał dobroć i tolerancję Ingi oraz fakt, że miłość kobiety przesłania jej prawdziwy oraz sytuacji i nie pozwala dostrzec czarnego serca Martina.

POWIEŚĆ PEŁNA ZASKOCZEŃ

Jedynym, co w „Czarnym sercu” mi się nie podobało, był sposób prowadzenia narracji. Pani Bogusz oddaje głos swoim bohaterom, lecz w związku z używanym przez autorkę wyszukanym, a czasem dość poetyckim słownictwem, kwestie nie brzmią w ustach postaci zbyt naturalnie. Intrygująca fabuła książki przykrywa jednak to, co z pewnością jest po prostu niedopatrzeniem debiutanta.  Czytelnik w pełni skupia się na opowieści Ingi, nie zwracając przesadnej uwagi na jej formę.

„Czarne serce” początkowo rozczarowuje, aby następnie zainteresować, wciągnąć i zaszokować. To powieść pełna zaskoczeń, która przypomina znaną wszystkim prawdę – pierwsze wrażenie bywa mylne. Nina Bogusz udowadnia także, że każdej książce trzeba dać szansę i nie należy zniechęcać się po kilku nieudanych stronach. 🙂

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

6 komentarzy

  1. Nie mam pojęcia, czy dobrnęłam do pięćdziesiątej strony, kiedy czułabym się zniechęcona do książki. Brawo za wytrwałość, zwłaszcza, że się opłaciło 😉

    1. Gdyby nie był to egzemplarz recenzyjny, to pewnie też bym nie dobrnęła. 😉 Dobrze, że czułam wewnętrzny przymus lektury, bo dzięki temu poznałam doskonałą powieść. 😀

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *