Anita

„ANITA” – EWA POPŁAWSKA

S. nie został stworzony do zwyczajnej pracy. Nie dla niego układanie paczek na magazynie, obsługiwanie klientów restauracji czy stukanie w klawiaturę osiem godzin dziennie. S. przyszedł na świat z innym talentem. Jest urodzonym mordercą. Płatnym mordercą. Ten specyficzny fach daje mu poczucie odmienności, niezwykłości i napawa go dumą. Każde zlecenie to dla S. przypływ adrenaliny, fala fantastycznych emocji oraz uczucie spełnienia. S. kocha swoją pracę.

Wszystko zmienia się, kiedy S. poznaje Anitę, pracownicę banku. Piękna kobieta momentalnie zawładnie sercem bezwzględnego zabójcy. I może nawet udałoby się im stworzyć szczęśliwy związek, gdyby Anita, dotąd nieświadoma profesji kochanka, nie stała się świadkiem jednego z wykonywanych przez S. zleceń. Wystawioną na ciężką próbę miłość czeka jeszcze jedno zagrożenie – ponieważ S. nie zlikwidował świadka, jego szefowie wydają na niego wyrok. Na niego i na Anitę. S. nie wie co robić i dokąd uciekać, ale jest pewien jednego – nikomu nie pozwoli skrzywdzić swojej kobiety.

PORAŻKA W ZDERZENIU Z POMYSŁEM

Chyba nic nie smuci mnie bardziej niż książka o kipiącym ze stron potencjale, który nie został wykorzystany. W głowie Ewy Popławskiej narodził się pomysł szalenie intrygujący – niewzruszony morderca w zderzeniu z uczuciem, które odmieni całe jego życie. Przypomina mi to genialny „Dziennik Jaskółki” Amélie Nothomb, który jest jednym z najlepszych tytułów psychologicznych, jakie w życiu czytałam. Niestety, okazało się, że tych dwóch powieści nie łączy geniusz, a jedynie zbieżność fabuły. Pani Popławska zupełnie nie poradziła sobie z tematem, który jest bardzo wymagający nie tylko dla czytelnika, ale również dla pisarza.

Zabójca na zlecenie. Postać niewątpliwie przerażająca, ale również fascynująca. Podróż w głąb jej umysłu to doskonały materiał na głęboki dramat albo trzymający w napięciu thriller psychologiczny. O ile oczywiście do takiej podróży dochodzi. W „Anicie” niestety psychika głównego bohatera jest ledwie muśnięta. Podobnie zresztą jak wszystko w tej książce. Muśnięty i uproszony do granic wątek sensacyjny. Muśnięta i pojawiająca się z prędkością błyskawicy miłość pomiędzy  S. a Anitą. Muśnięty i nieco pokręcony syndrom sztokholmski. Wszystko tylko pokazane, a nie wyczerpująco przedstawione. Wszystko jakieś takie bezbarwne i jakby bez większego pomysłu.

Całości pisarskiego niepowodzenia dopełniają kompletnie nierealni i nakreśleni tylko z grubsza bohaterowie. Miałka Anita, u której nie widzę ani jednej pociągającej cechy. Stereotypowi gangsterzy w garniturach, którzy za każdym razem namierzają S. chyba telepatycznie. I wreszcie sam S., zakochany nie wiadomo w czym i skłonny oddać życie za kobietę, której tak naprawdę nie zna. No ludzie… Ja po prostu nie mogę tego wszystkiego przeboleć – jak to możliwe, że z czegoś, co miało zalążki na hit, zrobiła się tania sensacyjka klasy B? Albo nawet C? Wytłumaczy mi to ktoś?

TYLKO POTENCJAŁU ŻAL…

Bardzo zainteresowała mnie tematyka tej powieści. Bardzo chciałam ją przeczytać. Bardzo się złościłam podczas lektury, a teraz bardzo mi smutno, że „Anita” okazała się rozczarowaniem. 🙁 Książce zabrakło głębszego konceptu, a przede wszystkim większych nakładów pracy autorki. No kurczę, szkoda! Szkoda było zmarnować pomysł. Szkoda było nie wykorzystać tego, co w nim tkwiło. I tkwi nadal. Ale teraz to już musztarda po obiedzie, więc pozostaje tylko mieć nadzieję, że pani Popławska potraktuje swoją kolejną powieść mniej powierzchownie. 🙂

ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

http://novaeres.pl

3 komentarze

  1. Kurczę, szkoda, że często trafiają się takie książki – niby fajne, ale tak generalnie to rozczarowujące. I wtedy ma się poczucie, że czas przeznaczony na czytanie tej książki był czasem zmarnowanym. Miałam tak przy „Prywatnym życiu sułtanów”. A właściwie mam, bo dobrnęłam do 1/3 i nie mogę ruszyć dalej…

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Zaznaczone pola są wymagane. *