„NIEZNAJOMY W MOIM GROBIE”

W życiu Daisy nie wszystko układa się tak, jakby chciała. Kochający mąż to jedno, ale brak dzieci to drugie… Kiedy jednak podejmuje decyzję o adopcji, jest już spokojniejsza. Tyle, że na krótko. Bo teraz przytłoczył ją nowy problem. I to bardzo dziwny. Daisy przyśnił się jej własny grób – z datą śmierci sprzed czterech lat…

Skąd takie sny? I czy nie mają jakiegoś związku z rzeczywistością? Dlatego Daisy wybierze się na cmentarz. I znajdzie dokładnie taki nagrobek, jaki zobaczyła we śnie. Wtedy pozostanie jej przypomnieć sobie, co tak niepokojącego stało się tamtego grudniowego dnia, że po latach prześladuje ją koszmarny sen… (opis wydawcy).

MIAŁKA DAISY

Daisy Harker – główna bohaterka i w moim odczuciu najgorszy element książki. Autorka wykreowała ją na kobietę piękną, nieskazitelną, majętną (co samo w sobie może irytować) i do tego kompletnie pozbawioną osobowości. Duża w tym zasługa apodyktycznej matki i dominującego męża, jednak nie mogłam się oprzeć się wrażeniu, że Daisy całkiem wygodnie bez własnego zdania, za to z zasobnym portfelem małżonka. Jej krótkie okresy buntu wynikają bardziej z nudy, niż chęci usamodzielnienia, a kiedy wreszcie bohaterka podejmuje stanowczą decyzję, to jej motywacja jest tak infantylna, że nie sposób zżyć się z Daisy ani szczerze jej kibicować.

(NIE)KRYMINAŁ

Sama fabuła zapowiadała się całkiem ciekawie – tajemniczy sen, zapomniany dzień, może więc coś w stylu lekkiego horroru albo thrillera? Nie. Powieść Margaret Millar należy do gatunku czarnego kryminału, choć tak naprawdę tylko o ten gatunek zahacza. Mamy intrygę, ale jakoś mało interesującą i trochę niespójną, mamy mordercę, którego właściwie nikt nie ściga, mamy femme fatale, jednak nie sądzę, aby zdrowy na umyśle mężczyzna mógł się rzeczywiście nią zainteresować (nie, nie chodzi tu o Daisy). W książce pojawia się także postać detektywa, ale nie jest to bezwzględny egzekutor sprawiedliwości (jak na czarny kryminał przystało), tylko zwykły facet, który chce zarobić na aparat ortodontyczny dla syna. Chociaż i tak detektyw Pinata to najbardziej realistyczny i najciekawszy charakter powieści.

Nie mogło oczywiście zabraknąć wątku miłosnego, który pojawia się praktycznie znikąd. Najpierw bohaterowie nie żywią do siebie żadnych uczuć (i nie żywią ich przez prawie całą książkę), a nagle wyznają sobie miłość. Skąd? Jak? Większym absurdem jest tylko wyjaśnienie intrygi, a właściwie jednego jej elementu. Domyślam się, że rozwiązanie bazowało na syndromie wyparcia, ale niechcący przedstawiono je w wyjątkowo irracjonalny sposób. Gwarantuję Wam klasyczny „facepalm”.

NIC SPECJALNEGO

Książkę liczącą 270 stron czytałam prawie tydzień. Nużyła mnie i denerwowała, ciężko mi było znaleźć motywację, aby dotrwać do końca. Na plus oceniam jedynie poruszenie kwestii uprzedzeń rasowych – pod tym kątem z powieści bije wyraźny morał i jest to jedyny element, który w moich oczach ratuje nieco „Nieznajomego w moim grobie”. Można sięgnąć dla zabicia czasu, ale tytuł ten na pewno nie zagości wśród moich ulubionych pozycji.

11 komentarzy

  1. A ja mam takie pytania do Ciebie: czy zdarza Ci się zacząć książkę i jej nie skończyć czytać (bo na przykład jest aż tak męcząca)? I czy będąc ciekawą Twojej opinii o książce (bądź autorach) mozna podrzucić zci tytuł lub nazwisko do opinii/przeczytania? 🙂 pozdrawiam 🙂

    1. Z tego co pamiętam jeden raz zdarzyło mi się nie dokończyć powieści. Była to pozycja „Savannah”, wygrzebana na stoisku ściśle taniej książki.Koszmar nie lektura. 😉

      A interesujące tytuły przyjmę zawsze i w każdej ilości! 😀 I bardzo mi miło, że jesteś ciekawa mojej opinii. 😀

      1. Z inteligentnymi ludźmi warto wymienić opinie 🙂 chodzi mi o autora Erica Emmanuela Schmitta. Jego ksiazek sama przeczytałam sporo, obecnie czytam „Kobietę w lustrze”. Jestem rowniez ciekawa Twojego zdania o „Papugach z placu d’Arezzo”. Powinny Cię te tytuły zainteresować. Chyba 🙂

        1. O autorze słyszałam, ale jeszcze nie miałam z nim styczności. Bardzo chętnie sięgnę po jego książki, dziękuję za podpowiedź. 😀

          1. Naprawdę? To jestem w szoku. To dorzucę do tytułów „Oskara i Panią Różę”. Krótka książka, ale… a zresztą… też polecam. 🙂

          2. Skłamałam – miałam styczność z tym autorem. 😉 Czytałam właśnie „Oskara…”. Już tak dawno, że nawet zapomniałam nazwisko pisarza. 😛

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką. *